YachtGuru.pl korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie. Zapoznaj się z polityką prywatności: Regulamin.

Żeglowanie z dziećmi, część 2


Za zgodą Zbigniewa Klimczaka - publikujemy jego bardzo ciekawy artykuł na temat żeglowania z dziećmi - artykuł stawia sobie za główny cel zachęcenie młodych ludzi do wypoczynku pod żaglami, problem więc dziecka na pokładzie pojawia się nieuchronnie. Część zagonionych matek i ojców marzy aby raz w roku wyrwać się z miasta i odpocząć. Pojawia się wtedy pytanie, czy zabierać ze sobą dziecko? Coraz większa jest grupa rodziców, która nie ma co do tego żadnych wątpliwości ale równocześnie szereg osób pyta, czy to jest dobry pomysł. W moim wcieleniu instruktorskim zawsze podkreślam , że żeglarstwo dla młodego człowieka i dziecka jest, proszę wybaczyć kolokwializm, samograjem wychowawczym. Ale to jak używać będziemy tego „narzędzia” zależeć będzie od okoliczności, wieku i cech dziecka. Mówię jasno, recept uniwersalnych tu nie ma, na pewno musimy uwzględniać psychikę dziecka. Jeśli tego nie uczynimy, zrazimy dziecko do każdego przedsięwzięcia jakim chcemy go zainteresować. Problemem drugim jest jak zapewnić dziecku bezpieczeństwo i czy potrafimy w dość prymitywnych warunkach na jachcie zapewnić właściwą opiekę. Ta ostatnia obawa dotyczy wyłącznie dzieci małych, do powiedzmy roku lub półtora.

Na pytanie czy pływać z małym dzieckiem odpowiadam zdecydowanie, że tak i że musimy to traktować jako ciąg dalszy naszych obowiązków wychowawczych. Poza okresem niemowlęcym, umiejętnie postępując, nawiązujemy bardzo ścisłą więź rodzinną. Mamy na to zaledwie dwa, trzy tygodnie, ponieważ nieustanna walka o byt w mieście raczej te więzi rozluźnia. Korzyści ze wspólnego żeglowania są po obu stronach, przy czym w wypadku dziecka rzutują na całe jego przyszłe życie.
Od jakiego okresu można zabierać dziecko na jacht ?
Nie ma reguł bo znane są przypadki zabierania niemowląt. To kwestia traktowania tego indywidualnie. Uważam, że z pewnością możemy się decydować na ten krok, kiedy dziecko ma ponad pół roku a na pewno po ukończeniu roku życia.
W takim przypadku problemy do rozwiązania znajdują się pod pokładem. Po pierwsze jacht musi mieć wydzieloną kabinę, niekoniecznie z drzwiami ale taką, żebyśmy mogli wyjście z niej zagrodzić – rodzaj kojca, wypełnionego zabawkami, jak w domu. Reszta problemów jest w zasadzie identyczna z tymi na jakie natrafiamy w domu a różnica tkwi w umiejętności rozwiązania problemów ciepłej wody, przygotowywania posiłków, mycia starannego butelek i smoczków. Mniej żeglujemy więcej stoimy w jakimś ciekawym miejscu.
Małe dziecko mały kłopot..... tak, tak. Nasze dziecko ma już roczek, zaczyna chodzić. To zagrożenia dla niego w czasie pływania a dla nas konieczność zapewnienia mu okazji do zabawy również na lądzie. W tym okresie tata może zapomnieć, że żona jest załogą. Musi liczyć wyłącznie na siebie i brać to pod uwagę w każdych okolicznościach. Dziecko na mamy na kolanach lub w kojcu. W tym okresie jeszcze nie odnotowuje ono szczególnych wrażeń, związanych z żeglowaniem. Powoli, wraz z dorastaniem, sytuacja się zmienia. Zaczyna kojarzyć, artykułować swoje potrzeby, przede wszystkim do zabawy i jest ciekawe otaczającego go świata.
To znak dla nas, że musimy nasze żeglowanie podporządkować dalszym regułom.
Trasę naszego rejsu podzielmy na krótkie odcinki, w zależności od wytrzymałości dziecka, fizycznej i psychicznej. Jeśli zatrzymujemy się w mieście, spacer, lody jeśli w lesie to na borówki czy jagody

• miejsca na postój i to raczej kilkudniowy wybieramy starannie aby nadawało się do kąpieli lub zabaw na trawie i pójścia na spacer po lesie. Część dnia trzeba poświęcić dzieciom.
• niedługo nasze dziecko zacznie interesować się innymi dziećmi a więc szukajmy dla nich towarzystwa. Macie szczęście, bo tyle już rodziców żegluje z dziećmi, że nie będzie to trudne. Ale nie liczcie, że dziecko samo sobie zorganizuje zabawę. Od znudzenia się już tylko krok aby nasze dziecko na wieść, że jedziemy na żagle wpadało w rozpacz.
• uczyńmy tak jest aby od początku dziecko wiedziało, że jest ważne na pokładzie. Starajmy się od czasu do czasu przydzielać jakąś czynność i podkreślać, jak bardzo nam pomogło. Im jest starsze tym więcej powinno uczestniczyć w pracy pokładowej ale wciąż w formie zabawy.
Bezpieczeństwo naszego dziecka
Na koniec to, co spędza mamom sen z oczu to jest jak zapewnić dziecku bezpieczeństwo. No cóż, nie można ukrywać, że to wymaga ze strony rodziców absolutnej koncentracji. Odpocząć możemy tylko jak „schowamy” dziecko pod pokładem. A i tam jeśli płyniemy w trudniejszych warunkach (zakładam, że musimy), mama powinna dziecko asekurować pod pokładem a tata czym prędzej znaleźć bezpieczne miejsce na brzegu. Nie ma w zasadzie słów na podkreślenie jak konieczna jest tu zdolność rodziców do przewidywania możliwych zdarzeń, zabezpieczenia dziecka w co tylko możliwe i koncentracja, koncentracja i po stokroć koncentracja uwagi. Zacumowanie w porcie czy na bindudze niczego tu nie zmienia, zagrożenie nie znika wraz z tym a może nawet rośnie. Kilka przykazań:
• dziecko od początku musi być przyzwyczajone do posiadania i używania kamizelki ratunkowej. Nie żałujcie pieniędzy na dobrą i wygodną, bo inaczej ją znienawidzi i za każdym razem będzie w czasie zakładania płacz a potem dąsy. Niestety, dobre kamizelki są dopiero dla 2-3 latków.
• jak już nie musi siedzieć na kolanach mamy w kokpicie ( mówiąc dokładnie jak ma z trzy, cztery latka), zaopatrzmy się w szelki i trzymajmy dziecko na smyczy. Kiedyś w jakimś porcie obudziło mnie rano szczebiotanie dziecka. Jak wyszedłem na pokład zauważyłem na sąsiednim jachcie baraszkującego w szelkach i wpiętego na smyczy, raczkującego dzieciaka. A więc reguły nie ma. Dobrze aby nasz jacht miał sztormrelingi a ideałem byłaby siatka. Jak jesteśmy na postoju, możemy ew. rozciągnąć linę bezpieczeństwa i do niej wpinać linkę z szelek malucha. Ale i tak nie możemy go spuszczać z oka.
• w czasie manewrów dziecko powinno być pod pokładem, ale zróbmy to tak, jakby to było elementem manewru a nie bron boże, znikaj bo przeszkadzasz!
• na śródlądziu problem obuwia przeciwpoślizgowego nie jest zbyt rozumiany, poza tym to obuwie jest drogie i nie wiem, czy są rozmiary dziecięce. Ale na rynku jest obuwie w miarę dobre ( nie ślizga się na pokładzie) i inne , wręcz niebezpieczne. Zadbajmy aby przynajmniej dziecko miało obuwie odpowiednie. Choć my musimy też być przygotowani na skuteczną interwencję. W czasie tego nie może nam grozić poślizg i wpadnięcie samemu do wody. Że nikt, w tym dziecko, nie chodzi boso po pokładzie, podkreślać nie muszę.
• z uporem maniaka przyzwyczajajmy dziecko do nie stawania na linach, żaglach oraz osprzęcie pokładowym. Uczmy od niemowlaka zasady, jedna ręka dla jachtu jedna dla siebie - to potem zaowocuje.
• niebezpieczeństwa czyhają też na brzegu, na pomoście, stąd w pierwszym rzędzie przyzwyczajmy dziecko, że schodzenie samowolne na ląd ( pomost) jest wykluczone. Zabrońcie i od tej chwili pilnujcie wykonania tego przykazania.
• trzymajmy dziecko z dala od kambuza w czasie gotowania
• na koniec, nawet jak spełnicie wszystkie te, oraz wiele innych, warunki, nie można wykluczyć, że dziecko wypadnie za burtę. Musicie na to być przygotowani w sensie omówienia, kto co w danej chwili robi, żeby np. nie zdarzyło się, że oboje w odruchu, wyskoczycie za burtę.
Żeglujmy z naszym dzieckiem lub dziećmi jak najwięcej, bo ani się obejrzycie, jak powiedzą Wam , sorry kochani rodzice ale w tym roku płynę z przyjaciółmi. No to nie ma rady ale przynajmniej będziecie mieli wspomnienia z wspólnie przeżytych pod żaglami chwil i świadomość, że do samodzielności dziecko dobrze przygotowaliście.

Rodzicu, ucz sam swoje dziecko żeglowania
Rodzice pytają a doświadczeni żeglarze radzą. Radziłem w I odcinku żeglować z dzieckiem. Coraz więcej rodziców realizuje to w praktyce i dobrze to rokuje całemu żeglarstwu. Nie mogę się oprzeć pewnej refleksji z czasów walki o liberalizację, kiedy to z zacięciem epatowano wszystkich tym, że patenty są w wielu krajach nieznane i że jest to przejaw swobód demokratycznych. Mnie zawsze wydawało się, że wynikało to z tej prostej przyczyny, iż w rodzinach istniała ciągłość przekazu i dziecko wyrastało prawie na jachcie. Jak dorosło było w pełni ukształtowanym i sprawnym żeglarzem. Nikomu nie mieściło się w głowie, aby poddawać go jakiemuś egzaminowi. Model socjologiczny rozwoju żeglarstwa w Polsce po wojnie odbiegał zdecydowania od tamtego modelu. O posiadaniu własnego jachtu i rodzinnym żeglowaniu nikomu się nie śniło przez wiele lat. Taki zachodni model zaczyna się rodzić obecnie i nie wątpię, że za jakiś czas istnienie przymusu szkolenia i egzaminowania stanie się też niezrozumiałe dla społeczeństwa i dla ustawodawcy. Piszę o tym dlatego, aby uświadomić wszystkim rodzicom-żeglarzom, że mają szanse tworzyć nową jakość.
Czy jesteśmy jako rodzice, przygotowani do żeglarskiej edukacji naszego dziecka? Dziecko na pokładzie to prawdziwe wyzwanie dla nas. Od jakiego wieku możemy zaczynać uczyć nasze dziecko- może paść takie pytanie i jest to pytanie złe. Dziecko już „uczy” się jak pierwszy raz zamustrowało na jachcie. Musimy pamiętać, że dzieci uczą się głównie przez obserwację i naśladownictwo a potem dopiero reagują na nasze uwagi i instrukcje. Nawet dorośli często utrwalają sobie nawyki podpatrzone u swojego pierwszego instruktora. Stąd pierwsza rada – zawsze postępujcie i zachowujcie się na pokładzie i w całym rejsie, będąc świadomi, że ktoś was obserwuje. Jeśli sami będziemy naruszać na pokładzie zwyczaje dobrej praktyki żeglarskiej, nie pomogą żadne, najwspanialsze nasze pouczenia. Zaobserwowana sprzeczność pomiędzy tym, co mówimy a jak to robimy, spowoduje u dziecka dezorientację. Nie da się powiedzieć dziecku, a teraz pouczymy się żeglarstwa ponieważ mamy do czynienia z ciągłym procesem edukacji. Przypominam też, że obecność dziecka na pokładzie modyfikuje nasze żeglarskie plany. Dzienna porcja żeglowania nie powinna być dłuższa niż 3-4 godziny a resztę dnia powinno być wykorzystane na organizowanie dziecku innych zajęć i zabaw. Jakikolwiek przymus, długie etapy, mogą dziecko bezpowrotnie odstręczyć od żeglarstwa.

Żeglarstwo jest „samograjem” wychowawczym, o czym mogłem się przekonać w rozmowach z rodzicami dzieci z mojej Szkółki. Wiec nawet, jeśli z jakichś powodów nasze dziecko nie będzie chciało żeglować, dobre nawyki przejdą do jego „cywilnego „ życia”. W początkowym okresie, powiedzmy od lat 5-ciu, głównie korzystamy z wrodzonej dzieciom umiejętności naśladowania. Należy pozwolić mu się bawić. Jeśli dajemy dziecku ster do ręki to nie tłumaczmy mu ster lewo, ster prawo a już na pewno nie, że jak chcesz skręcić w lewo to daj rumpel w prawo. To nawet dorosłym szkodzi a co dopiero dziecku. Niech się bawi, masz tu rumpel i ruszaj nim tak, aby np. płynąć prosto. Pokaż mu szkwaliki po nawietrznej i uprzedź, co za kawał mu jacht za chwilę zrobi. Niech traktuje to jako zabawę kto kogo a wnet opanuje umiejętność kontrowania sterem nawietrzności, nie mając żadnego o niej pojęcia. W zależności od indywidualnych predyspozycji dziecko, przy spokojnym wietrze( tylko wtedy pozwalajmy dziecku sterować), szybko nauczy się reagować na zmiany kursu. Jak mu nie wychodzi, nie nalegaj, daj mu inne zajęcie i nie na zasadzie, zostaw, nie potrafisz, ...patrz, tak to się robi! Cokolwiek dziecko zrobiło znajdź w tym jakiś element zasługujący na pochwałę a potem dopiero delikatnie tłumacz lub pokaż jak zrobić to poprawnie. W tym wieku dziecko może i powinno już bawić się w buchtowanie lin, pomaganie w utrzymaniu czystości na jachcie a szczególnie wyrabiać sobie osobisty do niego stosunek. Nie ma tu znaczenia czy jacht jest Wasz czy wyczarterowany, musi go traktować jak rzecz najbardziej osobistą, jak ulubioną zabawkę. Jeśli tylko warunki na to pozwalają, pozwalajmy dziecku być w pobliżu, jak wykonujemy jakieś prace. Pamiętajmy, chwalić, chwalić i jeszcze raz chwalić, po każdej czynności, jaką dziecko wykona. Pochwała nie ma być werbalna lecz merytoryczna, ta buchta jest ładna, ja bym tak sklarował linę itd. Jeśli chcemy zwrócić uwagę dziecku, ze coś zrobiło źle lub inaczej, to naprzód połóżmy nacisk na to co wykonało dobrze. Powiedzmy, wiesz, dobrze, ale ja bym to zrobił (a) inaczej. „Inaczej” a nie „lepiej”. Bardzo wskazanym jest umożliwić dziecku popływanie przy jakiejś okazji np. Optymistką .Nie tylko dzieci ale i dorośli, pozbawieni okazji do żeglowania małymi jachtami mieczowymi np. Omegami mają często przesadne poczucie bezpieczeństwa na wodzie. Opływanie na jachtach mieczowych daje nam poczucie bliskiego kontaktu z wodą i wiatrem oraz uczy nas lepiej reagowania na zmienne warunki.
Nie ma metod uniwersalnych. Jeśli zauważymy, że stosowana metoda nie daje efektów, musimy próbować dotrzeć do świadomości dziecka inaczej. Czasem musimy eksperymentować. Jak nie wychodzi, lepiej na jakiś czas przerwać naukę i pójść z załogą na lody lub spacer po lesie. Im dziecko starsze i silniejsze fizycznie nadchodzi czas, aby stopniowo „zwalać” na niego jakiś stały obowiązek. Dziecko zawsze powinno mieć wrażenie, że traktujemy go jako pełnowartościowego członka załogi, ale biada, jeśli my sami w to uwierzymy. Tak się składa, że nie tylko dorośli, ale i dzieci za jedyną rzecz godną uwagi uważają sterowanie, więc najwcześniej do tej czynności się rwą. Dlatego jak stwierdzimy, że już potrafi trzymać kurs i jest fizycznie do tego zdolne, poddajmy go próbie.
Jeśli woda wokół jest pusta, wiatr nie za silny, zostawmy go na chwilę (dyskretnie asekurując) przy sterze, udając, że mamy coś pilnego do zrobienia pod pokładem. To wtedy pojawia się tak motywujące dziecko, poczucie własnej wartości i dumy z posiadanej umiejętności. Ten pierwszy raz, kiedy spojrzy poprzez pusty pokład i dziób, na horyzont, świadome, że to ono dzierży los jachtu i rodziców w swoich rękach, zapamięta do końca życia. Naszą następnie jest sprawą wykorzystać ten moment, aby uświadomić dziecku, że jako wspaniały sternik powinno też być troskliwym opiekunem swojego „okrętu”. Czas, aby powiedzieć, że wszystkie rady dotyczą również naszego zachowania się na wodzie, w porcie i w lesie. Daremne są nauki i ochronie środowiska ,jeśli sami idziemy na spacer do lasu bez saperki a śmieci nie zbieramy do worka aby je w stosownym miejscu wyrzucić. Dziecko rośnie, zaczyna rozumować i pytać. Nadchodzi czas, aby w prosty sposób wytłumaczyć mu stateczność jachtu lub powstawanie siły aerodynamicznej na żaglu czy sił na płetwie sterowej. Powtarzam- w sposób bardzo przystępny, dostosowany do możliwości zrozumienia tego przez dziecko. Dobrze to robić na jachcie, aby zademonstrować to praktycznie. Nie przypadkowo wymieniłem te trzy elementy, bo tak na dobrą sprawę, to rozumienie tych trzech rzeczy jest głównie potrzebna żeglarzowi. Rozumienie stateczności poprzecznej, jakie cechy konstrukcyjne jachtu o niej decydują, poprawi bezpieczeństwo żeglowania Twojego dziecka. Zrozumienie z grubsza powstawania siły na żaglu pozwoli mu lepiej i szybciej żeglować. Trzeba tu praktycznie dziecku pokazać związek pomiędzy nadmiernym wybraniem żagla a wielkością przechyłu i dryfem jachtu.
Zrozumienie powstawania siły skręcającej i hamującej, ich wielkości od stopnia wychylenia płetwy, pozwoli mu racjonalnie steru używać. Jesteśmy na wodzie, więc każdy fragment tej wiedzy, używanej dobrze lub źle, powinniśmy zademonstrować w praktyce. Przy pewnej dozie wysiłku , przez kilka sezonów, nasze dziecko, już nastolatek, nauczyło się prowadzić i obsługiwać jacht. Poznało zasady zachowania się na jachcie w czasie żeglowania i w porcie lub na dziko, nauczyło się szanować przyrodę i jest wyczulone na sprawy bezpieczeństwa. Nie omawialiśmy sprawy znajomości przepisów, w tym prawa drogi na wodzie oraz rozpoznawania spotykanych na szlaku znaków. Dzieci mają dobrą pamięć i jeśli nie będziemy od samego początku mijać znaków obojętnie, lecz nazywać je głośno na użytek edukacji, wiedza przyjdzie automatycznie. Przyda się też kilka węzłów takich, jak cumowniczy żeglarski i ratowniczy jako pętlę cumowniczą, knagowy, rożkowy, ósemkę , co nie znaczy, że nie może znać i innych węzłów. Buchty, to zmora naszych jachtów a nic tak dobrze nie świadczy o żeglarzu jak starannie, równej długości, buchty, podwieszone przy maszcie lub zbuchtowana reszta liny kotwicznej, podwieszona na koszu dziobowym. Nieumiejętność wykonywania buchty samorozwiązującej do klaru fału grota, powoduje aż za częste „wędrówki” buchty pod top masztu. ( to już trochę nieaktualne w nowszych konstrukcjach) Wystarczy jednak jej znajomość i stosowanie, aby taka śmieszność nas nigdy nie spotkała. Przez cały czas żeglowania z dzieckiem podstawową sprawą jest nasze bezpieczeństwo. Żeglarstwo ma być przyjemnością życia a nie walką o nie. Przekonanie, że staranne wyszkolenie zdobyć może na kursach żeglarskich jest złudne. Pracują one w oparciu o złe, przeładowane o co gorsze, źle skonstruowane programy szkolenia, często przypadkową kadrę, kiepski sprzęt, nie przystający do współczesnej oferty czarterodawców. Umiejętność w nich klepania komend jest ważniejsza niż umiejętność np. refowania. Uczmy dziecko i wpajajmy mu, że refowanie i to w porę, jest dowodem dobrej praktyki żeglarskiej a nie tchórzostwem i że na pokładzie obowiązuje zasada, jedna ręka dla jachtu a druga dla siebie. Jeśli my, Rodzice starannie odrobimy tę lekcję, możemy być spokojni jak już ruszy samodzielnie na szlak.

 

Zbigniew Klimczak